Prawo Parkinsona: czas
autorem artykułu jest Tomasz Zienkiewicz
Wiesz co to "syndrom studenta"?
Nic innego jak odkładanie nauki przed egzaminem, aż do samego egzaminu. Chyba
każdy przez to przeszedł - i to nie koniecznie na studiach. Po prostu lubimy
odkładać tak długo, jak się da - aż nadchodzi godzina "zero" gdy trzeba
się sprężyć.
Cyril Northcote Parkinson zaobserwował to zjawisko maksymalnego rozwlekania
czynności przy okazji swoich badań i ... mamy prawo Parkinsona.
Za wikipedią jego prawo
brzmi: Praca rozszerza się wprost proporcjonalnie do czasu wyznaczonego do jej
wykonania. (oryg. ang. Work
expands as to fill the time available for its completion).
Chciałbym pójść za ciosem i w kilku dedykowanych artykułach spojrzeć na
to prawo pod kątem nie tylko czasu, ale także pieniędzy i przestrzeni. Według
mnie działa i tam.
W tym tekście będzie wersja poświęcona czasowi.
Czy coś z prawem można zrobić, by zyskać więcej czasu?
Spróbujmy :)
Wróćmy więc do przykładu studenckiego - ile razy uczyłeś się tuż tuż przed
egzaminem?
Zarwana noc po to tylko by ślęcząc nad książkami, notatkami i powycinanymi ściągami
spróbować nadgonić zmarnowany czas - i wbić do głowy wszystko to, co się tylko
da.
Jak się wtedy czułeś? Nie miałeś po takich przejściach ‘mocnego postanowienia',
że do następnego egzaminu to już na pewno zaczniesz wcześniej, by móc naukę
rozłożyć na sensowne i przyswajalne raty?
Tak samo ma się sprawa w pracy - przygotowanie raportu, prezentacji itd.
Odkładanie na ostatnią możliwą chwilę jest bardzo ryzykowne. Nie masz wtedy
pola manewru i wszystko zaczyna Ci się palić w rękach.
Nie masz wtedy również możliwości na poprawkę, uzupełnienie, czy też spokojne
odleżenie przygotowanego materiału - czasami mądre rzeczy przychodzą do głowy już
po opracowaniu.
A co, jeśli tego dnia będziesz się źle czuć, albo wpadnie coś, co również
MUSISZ zrobić?
Zaczyna być nieprzyjemnie gorąco... a wszystko przez nieumiejętne wykorzystanie
mądrości Cyrila Northcote Parkinsona :)
Prawo Parkinsona to nie tylko odwlekanie na później. Mówi też o tym, że
faktycznie zużywamy tyle czasu, ile na zadanie sobie wyznaczymy. Jeśli
założysz, że przygotujesz materiał w 1 dzień - to tyle Ci to zajmie. Gdybyś za
to wyznaczył sobie, że przygotujesz w 1 godzinę - też byś tego dokonał w
zadeklarowanym czasie. Skupiłbyś się po prostu na najistotniejszych sprawach i
odpuścił resztę.
Kilka sposobów, w jaki możesz wykorzystać prawo na swój użytek - zyskasz czas i
rzadziej będziesz się stresował przed godziną "zero".
Wyznaczaj terminy. Krótsze terminy
Przede wszystkim określaj, ile na dane zadanie poświęcisz czasu. Nie ma nic
gorszego jak zabieranie się za coś, bez jasnego horyzontu czasowego. Słyszałeś
pewnie o zasadzie
SMART przy określaniu celów. To ‘T' (czyli Terminowy) jest szalenie
istotne, bo od razu narzuca ramy czasowe celu/zadania i wtedy możesz podjąć świadome
decyzje - na czym się skupić, jakie założyć tempo pracy itd.
A teraz: załóż krótsze terminy.
Powiedzmy, że chcesz napisać jakiś tekst (czy też
pracę/wypracowanie/raport/prezentację etc). Zamiast założyć sobie 3 godziny na
napisanie całości. Wyznacz sobie 15 minut na zrobienie planu, następnie 1h na
napisanie według opracowanego planu i na koniec 15 minut na poprawki. Na pewno
będziesz zadowolony z rezultatu. I z zyskanego czasu.
Inny przykład? Np. rozliczanie PITów - doskonały obraz prawa Parkinsona. Skoro
ostatnim terminem rozliczeń jest 30 kwietnia no to wszyscy zwlekają tak długo
jak się da i potem grzęzną w kolejkach. A jak jeszcze przez przypadek zapomną
się podpisać... tragedia, bo znowu w kolejkach...
Zamiast więc kwitnąć w kolejkach, wyznacz sobie krótszy termin - przecież możesz
rozliczyć się nawet w styczniu, tuż po odbiorze kwitów od pracodawcy, banku
itd.
To samo dotyczy celów długoterminowych. Np. chcesz napisać magisterkę -
uczelnia daje Ci na to 2 lata. Zamiast trzymać się 2 lat, wyznacz sobie tydzień
na konspekt, 2 tygodnie na gromadzenie materiałów, tydzień na .... - w ten
sposób najprawdopodobniej Twoją pracę napiszesz w mniej niż pół roku.
Oczywiście bądź realistą przy wyznaczaniu terminów - dziecko rodzi się w 9
miesięcy a nie krócej. Nie da się niektórych zadań skrócić do nierealnie
krótkich okresów.
W całym tym procesie skracania terminów chodzi tak naprawdę o 2 rzeczy:
1. Natychmiastowe działanie
Jeśli masz mniej czasu - nie będziesz odkładać na później. Umiejętne
wykorzystanie prawa Pareta pomoże Ci uporać się z nawykiem odkładania, czyli po
fachowemu prokrastynacji.
Odkładanie to paskudny nawyk - i warto to zwalczyć. Jeśli szukasz jeszcze kilku
sposobów pomocnych w walce z prokrastynacją - odsyłam tutaj.
2. Koncentracja na najważniejszym
Im mniej czasu tym bardziej musisz się skupić na na najistotniejszych rzeczach.
Przestaniesz odrywać się od pracy, wypełniać czas głupotami, czy też, już
pracując nad czymś, nie będziesz marnował czasu na mało ważne aspekty.
Pewnie znana Ci jest zasada Pareto - czyli 80/20? Czyli w naszym przypadku: 80%
rezultatów można osiągnąć poświęcając 20% czasu.
Skup się na najważniejszym i zakończ zadanie. Perfekcjonizm w każdym zadaniu
nigdzie Cię nie doprowadzi. Liczą
się efekty.
--
Autorem tekstu jest Tomasz Zienkiewicz.
Zapraszam na
www.dlasiebie.pl :: rozwój osobisty,
kariera, niezależność finansowa - artykuły i forum
www.zieniu.pl
- mój blog
|